By accepting you will be accessing a service provided by a third-party external to https://xn--prbownia-w3a.online/

21 minut(y) czytania (4204 słów)

Muzyka metalowa ma od jakiegoś czasu kołek w d...ie - wywiad z Exhumeniconem z Psycho Visions

IMG_2070_02
wszystkie zdjęcia autorstwa zespołu

  • Moim rozmówcą jest Łukasz „Exhumenicon" Wolak, wokalista zespołu Psycho Visions. Cześć Łukasz.
  • Cześć, witam.
  • Dziś tak nietypowo, dla mnie to pierwszy wywiad zdalnie. Dobrze, że udało się Wam zdążyć z płytą przed tym wszystkim co się dzieje.
  • Zdążyliśmy w ostatnim momencie, ale tak naprawdę nie do końca nam się udało. Mieliśmy zaplanowaną sesję zdjęciową, nagrywanie teledysku, który miał wyjść jeszcze przed płytą. Cały nowy imidż sceniczny jest uszyty, zrobiony pod ten cykl płytowy, mamy umówionego dobrego fotografa, główną aktorkę z Warszawy, ekipę filmową, lokale...Cieszymy się, że udało się nagrać, zrobić tę najistotniejszą, studyjną robotę, ale sytuacja niestety nas zatrzymuje.
  • To może zacznijmy od początków, od tego jak powstawała ta płyta. Jeśli chodzi o „Inflect"(poprzedni album Psycho Visions – wszystkie przypisy od redakcji), widać pewien wpływ poprzedniego wokalisty (Jakub „Skiborg" Skibiński) bo on jest autorem niektórych tekstów, pozostałe są Twoje. Jakąś widzisz różnicę w pracy między albumem, który jest częściowo „czyjś" a tym, na którego kształt masz wpływ od samego początku?

  • Jasne, jest różnica. Wtedy tak to wyszło czasowo, że teksty Kuby zostały i były integralną częścią procesu twórczego. Uznaliśmy, że będzie to ogniwo spajające dwa etapy życia zespołu. Natomiast teraz, ta płyta, jest całkowicie nasza, w tym składzie, w którym działamy, kwartecie, który mamy wyklarowany, i wszystko wskazuje na to, że zamknięty definitywnie. Pracowało się nieco inaczej, ale nie była to różnica biegunowa. Wspomniałeś o wokalu i tekstach. Tutaj wszystkie teksty są moje, ale podejście do wokali bardzo zmieniliśmy, żeby rozszerzyć spektrum naszych środków i brzmienia. Są wokale podwójne, potrójne i poczwórne. Wszyscy się w to zaangażowaliśmy, bo zależało nam na tym, aby płyta była jeszcze bardziej nasza, indywidualna pod kątem tego, jak ją pokażemy, jak będzie odbierana. Poszliśmy w tym kierunku aby zwiększyć różnorodność tej muzyki i aranży, wyrazu artystycznego, choć staram się uciekać od tak górnolotnych określeń. To główna różnica, bo sam proces pisania muzyki, powstawania kompozycji był taki, jaki w tym zespole od samego początku. Pojawiał się materiał, początkowy riff, cała konstrukcja kompozycji a później każdy dopisywał swoją ścieżkę, pracowaliśmy nad aranżem, dodawaliśmy kolejne partie. Mamy różnorodną płytę, która jednocześnie powstała w sposób dla nas bardzo naturalny. Istotne, że to cały czas nas bawi i to jest nasze granie.
  • Obserwując Was, kiedy graliście w Krakowie, skupiając się na Waszym wizerunku, wszystko wydaje się przemyślane, współgrające z płytą, pamiętam jak wchodziliście na scenę, był rozstawiony na niej napis, Wy cali na biało. To jest inny pomysł na zespół, bo jednak kapele metalowe kojarzą się z przytłaczającym wizerunkiem, czarnym ubiorem. U Was w połączeniu z tematyką tekstów, tworzy to ciekawy dwudźwięk. Czy nowa płyta, teksty, wizerunek, będzie szło w tym kierunku, czy myślicie nad jakąś zmianą?
  • Nad zmianą na pewno nie, nad rozwojem – rozwój już się stał. Jak zauważyłeś, mamy dość specyficzną prezencję sceniczną i na tyle jesteśmy z niej zadowoleni, idzie to w linii z tym, co chcemy prezentować sobą, że to bardzo rozwinęliśmy. Obecny wygląd Psycho Visions jest krokiem do przodu. Jest to rozwinięte i spójne, aby dobrze komponowało się ze sobą, ze sceną, bo opracowujemy też nową scenografię. Chcemy dać ludziom poczucie, że dajemy im coś więcej, pokazujemy kompletne show, komplementarne widowisko, które będzie oddziaływało nie tylko muzyką, ale też stroną wizualną i chcemy to cały czas rozwijać. Powiem teraz coś, czym mogę się narazić, ale muzyka metalowa jako rosnąca, łamiąca schematy, rozwijająca pewne kontrowersje, ma od jakiegoś czasu samodzielnie narzucone ramy i kołek w d...ie. Brakuje w graniu obecnie odwagi, zwłaszcza wśród młodych zespołów. Kiedy jesteśmy na poziomie Billboardu i topu sprzedaży, można dużo dużo więcej i trafia to do tak szerokiej grupy odbiorców, że głosy malkontentów gdzieś giną. Młode zespoły często nie mogą się na to zdobyć, a my świadomie chcemy to zrobić, żeby pokazać, że jest jeszcze duch i życie w tej muzie.
  • Czy faktycznie kapele ze szczytu Billboardu mogą sobie pozwolić na eksperymenty? Patrząc na to co się działo na przykład z Chesterem Benningtonem, kiedy trafił na odzew ludzi na eksperymenty Linkin Park, często nienawistny.
  • Dla mnie kapele nie tyle mogą, co wręcz powinny chcieć eksperymentować. Jest ledwie kilka zespołów, które grając cały czas teoretycznie to samo, robią to dobrze i trzymają ludzi. Bardzo lubię kiedy zespoły ewoluują, choć nie każda ewolucja mi się podoba. Przykład Linkin Park jest mocny, bo to byłą duża wolta w stylu grania. Nie wszystko po tej zmianie przypadło mi do gustu, ale staram się podchodzić w ten sposób, że jak ktoś robi coś innego, nie muszę tego kupić. Nie musi mi się to podobać, ale oddaję artyście szacunek za to, że to robi i się zmienia. To jest ciekawe, bo czasami takie zmiany dają bardzo dużo. Kiedy na przykład rozmawiasz z ludźmi i pytasz co było pierwszą płytą Pantery to wszyscy wymieniają „Cowboys From Hell", a to nie była pierwsza płyta. Nagle się okazało, że to był zupełnie inny zespół. Przyszło „St Anger" Metalliki, które zostało znienawidzone przez cały metalowy świat, a teraz się okazuje „a może ta płyta wcale nie jest taka zła". Wydaje mi się, że ludzie często przychylniej i uważniej patrzą na duże kapele, które eksperymentują. W momencie, kiedy wychodzi „We are not your kind" Slipknot, ludzie nie mówią „to nie jest łupanka jak było na Iowa" tylko „to jest dojrzała, zróżnicowana płyta, to jest ich brzmienie".Jeśli młody zespół wypuści coś, co jest trochę dziwne, może mniej standardowe, często ludzie mówią „a dobra, to jest dziwne, włączę sobie Iowa..." Młode zespoły też się uczą, to się dociera. To, że „We are not your kind" wyszło teraz a nie na początkach Slipknota to też nie jest przypadek, ale jest pewna różnica w tym postrzeganiu w moim odczuciu, na tyle, na ile obserwuję scenę i to, co się na niej dzieje.
  • Po tej małej dygresji wróćmy do Was. Wspominałeś o pomysłach, które przez obecną sytuację są wstrzymane, teledysk, sesja... Wszystkie te towarzyszące wydaniu płyty przedsięwzięcia. Muszę przyznać, że podoba mi się Wasze dojrzałe i odważne podejście do nagrywania i wchodzenia w rynek muzyczny mocnym krokiem. Co najmocniej napędza Was do takich zdecydowanych, ale też kosztownych kroków?
  • Zabrzmię może nudno, ale to jest inwestycja. Decydujemy się na takie a nie inne kroki bo chcemy rozwijać zespół. To jest tak proste, tak oczywiste. Wiemy ile jest zespołów na scenie, jak ta scena wygląda, jak jest naładowana grającymi ludźmi. Chcemy pokazać, że robimy coś fajnego, dajemy - mam nadzieję – momentami więcej niż inne zespoły, z którymi moglibyśmy postawić się w jednej linii jeśli chodzi o etap rozwoju, poziom, miejsce, do którego doszliśmy... Nie chodzi o wyścig szczurów, o „lepszy – gorszy". To są inne wybory. Była już wspomniana Pantera, która zupełnie olała imidż. Stworzyli imidż z braku imidżu i to zadziałało, ale z drugiej strony masz Slipknota, którego integralną częścią od zawsze jest imidż i zawsze będzie. Stał się ikoniczny wręcz i naturalny dla nich. Drogi są różne. My uznaliśmy wspólnie, że ta droga jest dobra dla nas i nią chcemy podążać i to jest dla nas interesujące i chcemy to ludziom pokazywać. My chcemy, tym co robimy, pokazać, że można na tym etapie robić więcej i fajniej i ludzie mogą liczyć na więcej i fajniej z naszej strony. Kiedy do nich przyjeżdżamy, przywozimy im na tyle rozbudowane i przemyślane show, na tyle rozbudowany koncert, na ile pozwalają nam obecne możliwości i warunki. Plany wybiegały tak naprawdę dużo, dużo dalej i one są już w sporej części zrobione. Wiemy co chcemy wprowadzać, co rozwijać i jak, ale tak jak mówisz to są inwestycje, cała logika, i od pewnego punktu niestety spore i bolesne pieniądze. Nie na wszystko możemy sobie w tym momencie pozwolić tak, jak byśmy chcieli, ale pracujemy nad tym, aby to się działo, żeby to było lepsze.
  • Często porównujesz dwa światy, młodych kapel i zespołów, które odniosły sukces. Czy mimo tej stagnacji sceny metalowej macie jakieś inspiracje jeśli chodzi o kreowanie siebie?
  • Jeżeli rozmawiamy o inspiracjach, to kwestia nie jest tak zero-jedynkowa jak by się mogło wydawać. Każdy z nas słucha nieco innej muzyki, wyrósł z nieco innego podłoża muzycznego. Jeżeli miałbym to uogólnić, to na pewno staramy się przyglądać i inspirować tym większym i największym, bo to jest punkt, do którego chcemy dążyć. Nie interesuje nas zostanie na poziomie małej, undergroundowej kapeli tylko chcemy się rozwijać i robić to jak najlepiej, żeby to docierało do jak najszerszego grona. Ciężko mi wskazywać inspiracje, ale z tych zespołów, których nazwy już tu padły wyciągnięte są pewne elementy. I nie tylko chodzi, że ktoś miał fajne światełka na koncercie i ja chcę takie światełka. Nie. Bardziej chodzi o to, że on miał fajne światełka i one były przemyślane pod kątem koncertu, reżyserii światła, że to wszystko się zgadzało. My chcemy, żeby u nas się tak zgadzało. My nie chcemy takich samych światełek, my chcemy taki sam efekt. Jest masa świetnych kapel, genialnych projektów i produkcji, na których można opuścić szczękę i zawiesić oko. Kolejny przykład, stadionowy, jak idziesz na koncert Rammstein, idziesz nie tylko na koncert ale na widowisko, to jest wydarzenie. Wypuść tych gości w dresie i posadź w małym klubie, zagrają tak samo, ale to już nie będzie to. Można się zadowolić pewnym poziomem, ale szczęśliwie jesteśmy cały czas głodni tego, żeby to się rozwijało. Ten czas, który mamy na przymusowym siedzeniu w domu, poświęcamy na szukanie rozwiązań, testowanie tego, co jesteśmy w stanie zrobić, żeby to było najlepsze i możliwie najciekawsze.
  • Wspominasz o rozwoju i środkach, które wybieracie do realizacji swoich celów. Jednym z tych środków jest nagranie płyty w Studio Hertz. To jest już górna półka jeśli idzie o realizację dźwięków. Zostało zaprojektowane przez Lawrence P. Swist Designs, którzy tworzyli studia, gdzie nagrywało się topowe płyty. W Polsce też nagrywali najwięksi. Decapitated czy Behemoth, nasze towary eksportowe. Na pewno sama marka przyciąga, studio, unikatowa konsola, niepowtarzalne brzmienie i technologia. To też jest pewne ryzyko, spora inwestycja. Opowiedz o tym jak to się stało, że na taki krok się zdecydowaliście.
  • Jedną ze składowych założeń co do rozwoju zespołu jest, żeby przy każdym kolejnym kroku podejmować takie działania, żeby ten krok był do przodu. Żeby to było zauważalne i żeby nie tracić czasu na stanie w miejscu. Kiedy zaczęliśmy rozmawiać o nowej sesji nagraniowej i nowej płycie zaczęliśmy rozmawiać o tym gdzie ją zrealizujemy. Mamy już trzy materiały studyjne i chcieliśmy zdecydowanie podnieść poprzeczkę. Również sobie. Żeby ta nowa płyta zabrzmiała w najlepszy możliwy sposób, aby nic nas nie ograniczało jeśli chodzi o możliwości kreacji tego brzmienia i wszystkich elementów składowych płyty. Dlatego zaczęliśmy rozmawiać z Hertz, z Wojtkiem i Sławkiem Wiesławskimi, którzy są fenomenalnymi ludźmi, świetnymi realizatorami, mają niesamowite doświadczenie i wiedzę. Odbyliśmy z nimi sporo rozmów przed studiem i w studiu, co też odcisnęło swoje piętno na finalnym efekcie. Niesamowici ludzie, niesamowity poziom profesjonalizmu z ich strony i jednocześnie zrozumienie tego, o co nam chodziło. To był dowód na to, że to była dobra decyzja. Istotne jest też dla nas aby przy każdym projekcie angażować nowych ludzi, którzy mogą coś do niego wnieść. Jeżeli pracujemy z kimś, kto ma inne spojrzenie, doświadczenie, zawsze staramy się tej osoby słuchać. Mamy swoją konkretną wizję, co też Wojtek i Sławek zauważyli – że wiemy czego chcemy. Zderzanie tego wszystkiego sprawia, że ta muzyka żyje. To nie jest zaplanowany z góry produkt, popowy gwiazdor wyprodukowany od pierwszego dnia do ostatniego hitu, idealnie po sznurku, beznamiętnie, jak maszyna. Jasne, metalowy świat się niesamowicie sprofesjonalizował, to nie jest to, co było kiedyś, o czym się słyszało, czytało a po części widziało. Jest inaczej, ale to dalej jest żywe granie, rockowe, metalowe, kilku gości na instrumentach. Nie chcielibyśmy tego zarżnąć. Coś wtedy zginie, ucieknie. Te wszystkie spotkania z nowymi ludźmi wpływają na to, że cały czas jest tu jakaś niepewność, adrenalina. To też był argument za Hertz Studio.
  • A ile dni nagraniowych spędziliście w studio?
  • Tu mogę się pochwalić, że sesja poszła nam bardzo sprawnie i jesteśmy z niej zadowoleni. Zrobiliśmy całą sesję nagraniową w dziewięć dni.
  • I takie mieliście założenie?
  • Wyprzedziliśmy plan. Zakładaliśmy i zabukowaliśmy więcej, ale na tyle sprawnie to wszystko szło, na tyle dobrze się ta współpraca w naszym odczuciu – a mam nadzieję, że Wojtka i Sławka też - układała, że udało się cały album nagrać w dziewięć dni.
  • Czy miks i mastering płyty też zostawiacie Hertzowi, czy bierzecie to na siebie?
  • Miks i master zostaje w Hertz Studio. Pracowaliśmy cały czas z chłopakami. Rozmowy na temat płyty zaczęliśmy około roku wcześniej. Nie jest tak, że zadzwoniliśmy, że chcemy przyjechać i nagrać płytę. Terminy, szczegóły, rezerwacja. To wymaga odpowiedniego przygotowania. Sporo ze sobą pisaliśmy i rozmawialiśmy o tym, jak chcielibyśmy żeby to wszystko grało, brzmiało. Tak dobieraliśmy środki w trakcie, żeby to dobrze potem się odbijało na miksie i masterze, więc cała płyta będzie zrobiona w Hertz Studio i mocno wierzymy, wiemy, że to będzie fajny efekt.
  • Gdybyś mógł przeanalizować ten krok, jaki zrobiliście, od Big Bit Audio w Rzeszowie do Hertz Studio, samą pracę w studio.
  • Big Bit Audio w Rzeszowie i Jacek, który nam tę płytę realizował. To była dobra współpraca. Byliśmy zadowoleni z tego, jak Inflect powstał, jak wyszedł w tym czasie. Ale naszą regułą, chcieliśmy czegoś więcej i zdecydowaliśmy się na Hertz. Po pierwsze, porównujemy w tej chwili studio Hertz, bardzo mocno wyspecjalizowane w produkcji bardzo konkretnego grania ze studiem, które produkuje dużo więcej gatunków muzyki, stąd jest to bardzo trudne rozwiązanie. Jeżeli miałbym wybrać, na co wpłynęłoby wiele czynników, w tym momencie powiedziałbym Hertz Studio. Z wielu względów. Jest świeższe, inny sprzęt, inna technologia i technika nagrywania. Inny rodzaj współpracy. Wbrew pozorom duże znaczenie ma to, że kiedy byliśmy w Hertz Studio, po prostu tam mieszkaliśmy. Byliśmy tylko tam. Nagrywając w swoim rodzinnym mieście masz jednak życie naokoło i każdy wraca do domu. To też jest nieco inny poziom skupienia i teraz już wiemy, że wyjazdowe nagrania są korzystne, kiedy można się tylko na tym skupić.
  • Opowiedz trochę o samym studio i sprzęcie. Studio chwali się świetnym środowiskiem do nagrań perkusji. Jest ta analogowa konsola, NEVE Genesis Black. Jak Ty odczuwasz to, co tam się działo?
  • Nieco ciężko mi się na ten temat wypowiadać na swoim poziomie wiedzy, a właściwie niewiedzy w stosunku do sprzętu w Hertz Studio, który jest absolutnie topowy. Natomiast, jeśli idzie o odczucia grajka, który jest po drugiej stronie tego wszystkiego, jest naprawdę świetnie. Live room sam w sobie gra niesamowicie. To, jak organicznie brzmi perkusja, jak rozchodzi się dźwięk podczas nagrywania gitar, jak gra wokal, to naprawdę robi robotę. To, jak gra pokój ma naprawdę duże znaczenie. W Hertz jest to przygotowane na najwyższym poziomie profesjonalizmu. Co do samego sprzętu, na którym nagrywaliśmy, bardzo wygodne jest to, że jest go tam ogrom. Jest tego tak dużo, że mogliśmy pozwolić sobie na swobodną konfigurację i perkusji i elementów perkusji, omikrofonowania tego wszystkiego, brzmienia gitar, wzmacniaczy, kombinacji wzmacniaczy i tak dalej. Tu jest pełna dowolność, świetny sprzęt i umiejętność obsługi tego wszystkiego przez Wojtka i Sławka, co przecież jest nie mniej, a może i bardziej ważne niż same graty. Same graty nie zagrają, jeśli ktoś ich nie umie ustawić, a oni potrafią to robić naprawdę świetnie. Każdy z nas wyszedł z takimi odczuciami, że nie dość, że to świetne miejsce i świetne studio, ale też ludzie, którzy potrafią w tym doradzić, którzy potrafili nam powiedzieć „dobra, to z tym, tym i tym, zagra dobrze". Robiliśmy różne testy i niejednokrotnie wychodziło tak, że to co zostało zaproponowane na początku naprawdę grało najlepiej. To jest niesamowity komfort pracy i łatwość. Nie traciliśmy czasu na niepotrzebne kombinowanie jak to zrobić, żeby grało, dlaczego nie gra, co dodać.
  • Czy to jest tak, że pozbyliście się takiego syndromu Milika. Jak Milik w reprezentacji dostaje jedno podanie na mecz to je marnuje, a w klubie dostaje ich dziesięć i w końcu strzeli. Tak jest z Wami. Jeśli macie za plecami takich asystentów, to nawet jakiś niewielki eksperyment pod ich wodzą wiadomo, że wypali. Jest komfort tworzenia na nowo rzeczy, którą już mieliście w głowie?
  • Akurat pod tym względem nie wynikło wiele zmian. To nas cieszy. Pomimo delikatnych szlifów, rozmów i ulepszeń, budujące jest to, że ten materiał pojechał tam już dobrze przygotowany. Nie okazało się, że musimy wybebeszyć połowę, bo było nie tak. Jak najbardziej, słuchaliśmy rad, sugestii, niektóre wdrożyliśmy w życie, a przy niektórych doszliśmy do wniosku, że jednak pierwotna wersja jest lepsza. To jest cały czas ten czynnik pracy kapeli na żywo, żywego organizmu, konfrontowania różnych spojrzeń, opinii. Dla mnie to jest nie do przecenienia.
  • Rozumiem, że nagrywaliście ścieżkami. Nie korciło was, żeby nagrać na setkę, czy nie widzicie w tym korzyści?
  • Wydaje mi się, że nie byłoby to korzystne dla brzmienia płyty. Współczesny metal nagrywa się w taki a nie inny sposób. Eksperymentowaliśmy co nieco ze składaniem tych brzmień, z zestawem perkusyjnym, próbowaliśmy różnych brzmieniowych rozwiązań. Wydaje mi się, że płyta dużo zyskuje na tym, że jest nagrana ścieżkowo, zwłaszcza przy naszej specyfice grania. Czytelność nagrania tego na ścieżki jest nieporównywalnie wyższa.
  • Czego Wasi fani i nowi słuchacze mogą się spodziewać po nadchodzącej płycie?
  • Na pewno ta płyta jest bardzo różnorodna, co może nie jest zbyt odkrywcze dla nas, bo cały czas staramy się taką muzykę tworzyć i jest to dla nas istotne. Dzięki temu sami mamy dużą satysfakcję, nasz czynnik napędzający, bo cały czas w tej muzyce coś się dzieje. Na pewno główna, zauważalna zmiana, będzie w warstwie wokalnej. To jest coś, co najbardziej różni się od poprzednich materiałów. Na tej płycie praktycznie nie ma growlu. To odważne podejście, na które się zdecydowaliśmy.
  • A dlaczego taka decyzja?
  • Dla zwiększenia kolorytu i zróżnicowania tej muzyki wewnętrznie. Jest tam nadal dużo ekstremalnych wokaliz, ale czystego growlu raczej tam nie uświadczysz. Z ciekawostek, są też całkowicie czyste wokale, całkowicie czyste melodyjne linie wokalne, są wokale śpiewane w harmonii. Jest tego sporo i myślę, że to będzie główna zmiana. Jeśli chodzi o kompozycje, nadal są bardzo zróżnicowane, kładziemy na to duży nacisk. Nie umiem obiektywnie ocenić jak jest z ich przystępnością, ale gdybym miał zaryzykować, to ta płyta jest dużo bardziej dojrzała z naszej strony. Mimo wewnętrznego skomplikowania, jeśli chodzi o kompozycje, zdaje mi się przez to dużo przystępniejsza dla kogoś kto pierwszy raz styka się z naszym graniem. Bardzo ciekawe jest obserwowanie, że ten zespół cały czas uczy się ze sobą współgrać, jest w tym cały czas rozwój i wychodzi coś nowego. Myślę, że to będzie zauważalne dla słuchacza, który porównałby nowy album z poprzednimi wydawnictwami.
  • Czy będzie o wiele więcej niuansów technicznych w wokalu i muzyce?
  • Bardziej nazwałbym to rozwiązaniami aranżacyjnymi i kompozycyjnymi. Podejście, że będzie bardziej technicznie rzuca mnie w stronę technicznego, brutalnego „defu" i łamańców gitarowych. Jest tam oczywiście trochę, a może i sporo nieco bardziej złożonego i skomplikowanego grania, bo dalej to lubimy, ale na pewno nie idziemy w mega techniczne, skomplikowane granie. Chcemy, żeby te kawałki były przede wszystkim ciekawe dla słuchacza. To jest dla nas priorytet, żeby one nie nudziły, żeby angażowały i potrafiły zaskoczyć. Dla mnie to jest dużo ważniejsze niż to, żeby w każdym takcie było upchane pięćset dźwięków.
  • Słuchając waszych utworów zwracałam uwagę na teksty, które zawsze były przemyślane, ciekawie zbudowane. Co możesz powiedzieć jeśli chodzi o treści, jakie będziecie poruszać? O czym będzie mówiła nowa płyta?
  • Z liryków na tej płycie jestem bardzo zadowolony. Wyszły dobre słowa, z konkretnym przekazem. Słowa, które mimo iż są dość mocno osobiste w wielu momentach, mogą być też bardzo uniwersalne i odbierane indywidualnie przez słuchaczy. Jeżeli chodzi o płaszczyznę liryczną, tu nie ma w naszym graniu jakiejś rewolucji, jest raczej ewolucja. Płyta komentuje rzeczy, które dzieją się w człowieku i naokoło człowieka. Są to przepuszczone przez pryzmat naszej stylistyki obserwacje tego, co dzieje się wokół nas i w nas samych na co dzień, w sytuacjach, w których jesteśmy. To są często dylematy, z którymi się zmagamy. Komentujemy niedopasowanie społeczne, toksyczne relacje międzyludzkie, wyzysk międzyludzki, świadome wycofanie się niektórych jednostek na wygodne pozycje. Można zaobserwować jak niektórzy, mimo pewnych możliwości, świadomie wybierają to drugie miejsce w wyścigu, bo czasami nie warto wziąć na siebie ciężaru bycia liderem, bycia na szczycie. W takich tematach się poruszamy bo są nam najbliższe. Najlepiej je rozumiemy. Z tymi tekstami mogę się utożsamić w zespole nie tylko ja, ale tez pozostali członkowie kapeli. Nie zdarzyło się jeszcze, żeby tekst nie przeszedł z jakiegoś powodu. Porozumiewamy się bez słów odnośnie treści kawałków. Uważam, że tekst jest bardzo istotnym elementem muzyki. On ją wypełnia, uzupełnia, potrafi dużo dodać. Jest sporo utworów o tekstach genialnych, które poruszają ważne rzeczy, które dają do myślenia. Mam nadzieję, że nasze teksty też będą mogły dać komuś do myślenia, a jeśli by się tak okazało, to dla nas będzie najwyższa nagroda. To jest najwyższy dowód uznania, jeśli ktoś powie „mądry tekst, coś z niego wniknęło..." Staramy się unikać pretekstowych liryków. Zdarzało mi się spotkać zespoły, które otwarcie mówiły, że nie mają tekstów w kawałku tylko growlują cokolwiek bo i tak nic nie zrozumiesz. To jest też jeden z powodów, dla których postawiliśmy na tak odważny krok (brak growlu). W ten sposób liryki są dużo łatwiejsze do zrozumienia dla słuchacza.
  • Właśnie miałem pytać, czy to był powód usunięcia growlu?
  • Nie pierwszy i definiujący, ale jeden z. Jesteśmy na tyle zadowoleni z tych tekstów, że chcemy, żeby można ich było po prostu posłuchać, a nie tylko przeczytać. Nie oszukujmy się, growl nie jest łatwą techniką do rozumienia ze słuchu, zwłaszcza gdy jest go dużo.
  • Biorąc pod uwagę to, co dzieje się dookoła, jakie były wasze plany jeśli chodzi o wydanie płyty, kiedy planowaliście premierę i pierwsze koncerty?
  • Pierwszy koncert tego roku miał się odbyć 11 kwietnia, co nam przepada. Plan na premierę mamy ułożony, mamy zaplanowaną konkretną datę, ale bacznie obserwujemy co się dzieje naokoło. Chcemy zrealizować tę płytę w pełni dobrze i tak jak chcemy, w pełni profesjonalnie. Niektóre elementy muszą zadziać się w określonej kolejności. Niestety sytuacja nam tę kolejność psuje i komplikuje dość zauważalnie. Nie możemy tego przewidzieć ani zaplanować, więc czekamy. Mamy plan awaryjny na to, ale dziś chętnie bym się wstrzymał z konkretnymi datami bo jest za wcześnie.

   Cały czas naszym motto jest, że wolność kreacji jest najwyższym dobrem jakie mamy. W tym kierunku rozwijamy zespół. Dzięki temu płyta, którą               będziemy wydawać, jest najbardziej naszą płytą, naszym materiałem, najbardziej dojrzałą rzeczą, jaką do tej pory nagraliśmy i pożywką na przyszłość.    Nakręcającą i plany i oczekiwania. Kolejne plany już snujemy. Na pewno na tej płycie staramy się sami sobie podnieść poprzeczkę dość wysoko.      Współpracując ze świetnymi osobami na różnych płaszczyznach, ale też podejmując kilka odważnych decyzji. Wierzymy, że to jest dobry kierunek.             Jesteśmy usatysfakcjonowani tym jak to wyszło, jak się zapowiada i czekamy, żeby móc z tym pojechać do ludzi. Najbardziej realizujemy się grając na      żywo. To jest wielka radość, istota grania w zespole. Na tej płycie nie ma sampli, dziwnych rozwiązań, partii orkiestry granych na dwóch klawiszach ani       nic z tych rzeczy. Cały czas jesteśmy żywą, metalową kapelą. To samo staramy się oddać na koncercie.

  • Ciekawe rozróżnienie przed chwilą zrobiłeś – plany i oczekiwania. Plany są gdzieś w głowie, natomiast oczekiwania są weryfikowane przez rzeczywistość. Gdzie chcecie być po tej płycie, po koncertach. Dokąd wydanie tej płyty ma was zaprowadzić?
  • Chcielibyśmy żeby ta płyta dobrze dotarła do słuchaczy, w wiele miejsc w kraju i poza nim. Aby umożliwiła nam zauważalny rozwój zespołu. Żeby po premierze, po odbyciu jednej, drugiej trasy, ludzie mogli powiedzieć „znasz Psycho Visions? Byłem na koncercie, warto iść..." To tak naprawdę jest największa weryfikacja zespołu. Na koniec dnia, to, czy my nagraliśmy płytę w Hertz Studio, czy na własnej sali prób, czy mamy okładkę namalowaną przez malarza (co zresztą mamy, z czego też się cieszymy), czy samo sobie coś naskrobaliśmy w programie graficznym... To wszystko cieszy, są to ważne elementy składowe większego planu, ale na końcu liczy się to, jak do tego podejdą słuchacze, bo to ludzie są życiem zespołu, ludzie są ważni. Nie zakładamy planu, że jak płyta wyjdzie to ma nam przybyć „x" lajków na facebooku czy teledysk w pierwszy tydzień ma zrobić „y" wyświetleń na youtube, bo to są dla mnie tylko narzędzia a nie cel. Celem jest, żeby to był zespół, z którym ludzie się będą identyfikować, że to jest zespół poświęcający dla ludzi w trakcie koncertu czas, przemyślenia, całą otoczkę, którą na końcu widać w tym jak koncert jest przygotowany. Miejmy nadzieję, że zespół będzie miał wpływ na tych ludzi, zainspiruje ich do czegoś, przed czymś ustrzeże. Zespół zawsze postrzegałem jako zespół sam w sobie i wszystkich ludzi, którzy są dookoła. Na początku zawsze nagrywamy dla siebie, bo zespół to jest nasza pożywka, pasja, to, co nam pozwala funkcjonować we właściwy sposób. Odrobinę obok są ci wszyscy ludzie, którzy są naokoło. Gdybyśmy mieli grać tylko dla siebie to wiele posunięć, które robimy nie byłoby konieczne. My się w ten sposób realizujemy, ale obiektywnie, te kawałki moglibyśmy zagrać na własnej sali prób w codziennych ciuchach, a nie w specjalnie projektowanych i przygotowanych przez kostiumografa (jak w tym przypadku) ubraniach scenicznych, które są przemyślane, wykonane całkowicie customowo. Staramy się robić rzeczy unikalne i unikalnie. Z tym chcemy docierać do ludzi. Mamy ambicję, głód robienia tego, mamy pomysł i przynosi to zauważalne efekty. Chcemy iść do przodu, budować i rozwinąć ten zespół. Dać ludziom i sobie coś wartościowego .



Tym razem w Liheniu punktowali zastępcy!
 

Komentarze (0)

Nie ma tu jeszcze żadnych komentarzy

Skomentuj

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Załączniki (0 / 3)
Udostępnij swoją lokalizację